Kryzys medycyny w XXI w.

Około czterech tysięcy lat temu do Chin uzdrowiciel szedł rano po wsi. W każdym domu obok wejścia stała waza. On opuszczał rękę w wazę i wyjmował stamtąd monetę. To oznaczało, że w domu wszyscy są zdrowi. A jeśli w wazie nie było monety, to oznaczało, że ktoś jest chory. Lekarz wchodził wtedy do domu i według możliwości uzdrawiał cierpiącego. Przy tym zioła, igły i wszystko pozostałe było włączone w nieobecność monety. W czasie wolnym uzdrowiciel zajmował się Taj Czi z mieszkańcami wsi, chodził po domach i doglądał tego, żeby wyżywienie i sposób życia były prawidłowe…

  Jedna trzecia wszystkich pieniędzy, wydzielonych przez administrację Obamy na stymulację ekonomiki, planowana jest do pokonania kryzysu w medycynie USA. Ale popatrzmy, jakie są przesłanki tego kryzysu?
Żeby zaoszczędzić, pacjenci zaczynali rzadziej odwiedzać lekarzy, ponieważ każda wizyta oprócz ubezpieczenia żąda dodatkowych pieniędzy. W wyniku czego, sztucznie wzrosła cena ubezpieczeń. Wzrosła także ilość kosztownych analiz, leków i procedur według każdej oddzielnej choroby. Dlatego w ślad za szybkim wzrostem bezrobocia, wzrosła ogromna gwardia oczekujących pacjentów, potrzebujących państwowego medycznego ubezpieczenia. Szpitale, podobnie jak i banki i samochodowy przemysł, znajdują się w rozpaczliwym stanie. A rząd próbuje uratować sytuację, posługując się tymi samymi metodami, które doprowadziły medycynę do kryzysu. To przypomina sytuację, kiedy człowieka, pracującego ogromnym młotem i burzącego ściany, poprosilibyśmy aby nie zmieniając narzędzi naprawił delikatny szwajcarski zegarek. Nietrudno przewidzieć, jaki będzie rezultat. Na czym polega główna przyczyna kryzysu? Ona – w naszym ego, które z dnia na dzień tylko rośnie. I każdy z uczestników medycznego biznesu, jak ze strony lekarzy, tak i ze strony pacjentów, próbuje ucieszyć to nienasycone ego.

 Pieniądze zaćmiły samą przyczynę powstania medycyny. Zniknęły poprawne współzależności między pacjentem i lekarzem. Przedtem pacjent przychodził do lekarza po pomoc i radę. Lekarz odnosił się do pacjenta jak do członka rodziny. Nierzadko lekarz był obecny na ślubach, urodzinach i pozostałych rodzinnych uroczystościach. Był szacunek. Gdzie on się podział? Zastąpiły go inne wartości. Dziś lekarza ocenia się nie według ludzkich i fachowych jakości i pragnienia wykonywania swojego lekarskiego długu, a według ilości pieniędzy i obecności wartości, które są zrozumiałe nowoczesnemu człowiekowi: Mercedes, jacht, ogromny dom, egzotyczne ekskluzywne podróże i t.d.

I tak wyszło, że pomimo tego, że technologie polepszyły się i nauka wynalazła dużo nowego w diagnostyce i leczeniu, średnia statystyczna śmiertelności i zachorowań nie zmieniła się? Medycyna rzeczywiście stoi lepiej. Ale podstawowy problem w tym, że jej zastosowanie założone jest na zasadach zysku. Nowoczesne podejście w pojmowaniu efektywności medycyny jest to, z jakim zyskiem można otrzymać każdy zainwestowany dolar. I tak we wszystkim, czego nie dotkniesz, – i odnośnie leków, analiz i pobytu w szpitalu. Zniknęło główne – wzajemne zaufanie między lekarzem i pacjentem. Teraz często pacjent przychodzi na wizytę z ogromną nieufnością, zawczasu wyjaśniwszy sobie w internecie wszystko, co można o swoim stanie. Podejrzewając lekarza o to, że chce on na nim bezwstydnie zarobić.
Z innej strony, 90% decyzji o tym, co robić z pacjentem, jest dyktowane przez ochronę od potencjalnego sądu za medyczny błąd. Pacjent patrzy na doktora, jak na maszynę do wypompowywania pieniędzy z pacjenta. A z innej strony, myśli, jak można zarobić na doktorze… Oto tak i znajdują się dwaj przeciwnicy w stanie gotowości aby uderzyć pierwszym. Sama zasada medycznych ubezpieczeń, podobnie jest jak i zasada pożyczki w bankach, założona jest na korzyści, a nie na trosce o tego, komu udzielasz usługi. Wszystko urządzono tak, żeby ludzie płacili pieniądze, ale z ubezpieczenia nie korzystali. W wyniku czego pacjenci przestali na ten czas zwracać się do lekarzy i listy zapisów na wizytę przerzedziły się.

Zajrzyjmy w głąb wieków i popatrzmy, jak wyglądał pierwszy model medycznego ubezpieczenia.
Koło czterech tysięcy lat temu do Chin uzdrowiciel szedł rano po wsi. W każdym domu obok wejścia stała waza. On opuszczał rękę w wazę i wyjmował stamtąd monetę. To oznaczało, że w domu wszyscy są zdrowi. A jeśli w wazie nie było monety, to oznaczało, że ktoś jest chory. Lekarz wchodził wtedy do domu i według możliwości uzdrawiał cierpiącego. Przy tym zioła, igły i wszystko pozostałe było włączone w nieobecność monety. W czasie wolnym uzdrowiciel zajmował się Taj Czi z mieszkańcami wsi, chodził po domach i doglądał tego, żeby wyżywienie i sposób życia były prawidłowe. Ten, kto nie podporządkowywał się tym regułom, temu ubezpieczeniu, powiemy, że z lenistwa nie zajmował się każdego poranka gimnastyką, wykluczał się z kręgu obchodu uzdrowiciela.

Ta zasada przeciwstawna jest temu, co istnieje teraz. Przecież pieniądze otrzymywali za sztukę podtrzymywania zdrowia, a nie choroby. Tu jest się nad czym zamyślić… Może, warto znów przejść na zasadę dawnych uzdrowicieli? Nie płacić za chorobę i każde działanie według diagnostyki i leczenia, a za zdrowie. Wtedy z medycyny pójdą wszyscy ci, którzy pasożytują na biedzie człowieka i jego dolegliwościach. Oczywiście, to, co naturalnie istniało na małej wsi z nierozwiniętym egoizmem 4 tysiące lat temu, w nasze globalne czasy rozwiniętego egoizmu można powtórzyć tylko na wypadek jego poprawy. Ale dla tego i istnieje Kabbała – metodyka, która nie naciska, a naprawia egoizm. Właśnie ona, pokazawszy realność innego, nieegoistycznego istnienia, może zmienić system istniejących dzisiaj egoistycznych wartości. To pozwoli medycynie z biznesu zostać medycyną, gdzie nie ma zysków i pieniędzy, ale ludzie czują się zdrowiej i szczęśliwiej. A pieniądze, które dzisiaj wydziela się na reanimację przestarzałych poglądów, trzeba wydać na wykształcenie i wyjaśnienie niezbędnych do przetrwania zasad nowej ludzkości i nowej medycyny.

Jaką drogę wybierzemy? młot do szwajcarskich zegarów czy znajdziemy w kieszeni zapomniane subtelne instrumenty – oddanie, zamiast otrzymania? Co myślicie?