Naprawa

Wszystko co robię jest czymś uwarunkowane. Czy mam tak naprawę satysfakcję z tego, że ktoś inny coś dostaje, a nie ja? Czy mogę cieszyć się z tego? 

Ktoś kto ze mną nie jest związany, zupełnie obca mi osoba; czy cieszy mnie, że ona coś posiada nie ja? Zazwyczaj szukam powodów dla których mam się cieszyć, że ktoś ma a nie ja. Jest dla mnie też zupełnie niezrozumiałe – czuć zadowolenie z napełnienia innych. Ja nawet nie rozumiem co to znaczy poświęcić się dla kogoś?

Wszystkie moje działania wynikają z mojego ego, więc oczywistym jest, że będę czuć zadowolenie z otrzymanej pochwały, za coś co w swoim mniemaniu zrobiłem bezwarunkowo. Nie potrafię zrobić czegoś bez warunku i nie potrafię tego w sobie też naprawić, bo we wszystkim co robię jest kalkulacja. Mogę jedynie zmienić w sobie chęć dla siebie na „chęć nie dla siebie”.

Jestem gotowy na zmianę tej chęci? Potrafię podzielić się czymś, co uważam, że jest moje, (bo wszystko co dostaję uważam za swoje)? Wydaje mi się, że jestem jedyny i jedyny dostaję, ale nie rozumiem, że może być równocześnie jeszcze ktoś, komu w takiej samej ilości jak mi jest dane. Nie ma we mnie tego zrozumienia, że „moje” to też znaczy wszystkich, bo ograniczyłem się i zrobiłem w sobie podział na drugich, bo jak już mam oddać to komu? Drugiemu? Jak oddam to mi braknie więc trzymam dla siebie.

To pojęcie zazdrości niezrozumiałe dla mnie jest tylko w ziemskim, bo wszystko co ziemskie jest ograniczone, Stwórca daje z pełności, więc „każdy” otrzyma równo. Każdemu dana jest ta całość. Ja muszę tylko zrozumieć, że jestem jak ten księżyc, który świeci światłem odbitym i nie wyklucza istnienia innych księżyców, które świecą takim samym światłem z tego jednego źródła, słońca. Całe życie zajmuję się napełniam. Czy czuję się szczęśliwy z tego powodu? Czy daje mi to całkowitą satysfakcję i zadowolenie? Czy mogę stanąć w miejscu i powiedzieć, że już wszystko mam, nic już nie chcę? Nie, bo dalej chcę i brnę w tym napełnianiu siebie.

Jak długo jeszcze będę szedł tą drogą, aż w końcu zrozumiem, że nie doprowadzi mnie ona do niczego dobrego, bo gdyby tak było byłbym napełniony, czułbym wieczne zadowolenie i nie potrzebowałbym niczego. Ja jednak nie czuję szczęścia w swoim życiu, są to tylko chwile. Krótkie przejawy tego szczęścia, bo przechodzę z jednego napełnienia do drugiego nie ma w tym jednostajności!

Moja radość jest tylko chwilowa i uzależniona od pragnienia, bo gdy napełnię się jednym idę dalej do następnego napełnienia. Prawdziwe wypełnienie jest w świadomości, że wiem po co tu jestem, nie dla swojej chęci, tylko chęci oddania się całkowicie Stwórcy. Otwiera się to przede mną stopniowo, bo tylko tak mogę dokonać wyboru. Tak buduje prawdziwego siebie a moja chęć wykonania decyduje o wszystkim.

Tak też rodzi się prawdziwa miłość do Niego, już nie płynąca z ego, bo ono zawsze będzie się bało, że mu braknie, ale z tej radości, że mogę przynależeć; oddać się w całości, czyli naprawić to co w sobie podzieliłem na innych. Jedynie widząc na zewnątrz, jako innych mam możliwość naprawić swoje egoistyczne chęci, bo w stosunku do siebie zawsze jestem doskonały.

„Każdy” to moje złe cechy i jak już je naprawię nie będzie innych tylko Ja i On we wszystkim co mnie otacza. Nie będzie już odczucia braku. Wszystko co Stwórca stworzył jest doskonałe i jedynym pragnieniem Stwórcy jest napełnić mnie nieskończoną przyjemnością, więc najwyższy czas, żebym tę radość w końcu odczuwał. Tylko On daje z pełnego, bo w Nim braku nie ma, jest we mnie i tylko On może mnie napełnić.