Sukot

Od Stwórcy nie ma zależności, bo jego pragnienie to mój wolny wybór, więc być zależnym od kogoś (lub czegoś) to być niewolnikiem.

Ograniczenia są mi potrzebne tylko do tego, żebym miał wybór, bo ja mam Stwórcy służyć z wyboru. W ego nie ma wyboru, bo ego ma tylko „chcę” dla siebie, więc jestem niewolnikiem, uzależnionym od pragnień. Pragnienia rodzą się tylko z braku. To mnie się tak wydaje, że Stwórca chce coś ode mnie, stawia mi wymagania czy poddaje próbom.

DancePWJa tylko w ego tak widzę, gdyż nie czuję, że dostaję, a dostałem wszystko. Stwórca ograniczył się dla mnie z miłości, żeby dać mi przyjemność, jeśli tego nie odczuwam jestem tym niewolnikiem uzależnionym od swojego ego. Ja mam czuć przyjemność i mieć świadomość, że jestem tym obdarowanym. Ego mi to wszystko zasłania, bo moje odczucia są tylko w ego i jeśli nie mogę od nich uciec jestem niewolnikiem. Mieszkam w swoim ego nie czując, że nie jest moim prawdziwym „domem”, dobrowolnie godzę się na ograniczenie i niewolę.

 Ten dom co uznałem za stały, tworzę tylko w swoim ego. W nim tworzę „odpady” ten podział na to przydatne a co nie. W rzeczywistości prawdziwej wszystko czemuś służy. Wcześniej nie było odpadów, bo nie było człowieka, pojawiły się kiedy zostaliśmy stworzeni.

Odpady zostały stworzone przeze mnie i są mi potrzebne do osłony. Z nich tworzą ekran, który jest po to, żebym nie pożarł na raz wszystko co daje mi Stwórca; nie był jak ta ćma co leci do światła, nie zastanawia się co z nią będzie. Bez ekranu się spalę a to już nie wybór, więc robię ten cień z tego co uznałem za nieprzydatne, a dał Stwórca.

Wiem, że na raz wszystkiego w sobie nie naprawię, tylko tę odkrytą część; z czasem ta część będzie się powiększać, bo moja miłość do Stwórcy będzie rosła wraz z naprawą. Ekran przepuszcza tylko taką ilość światła, żebym mógł przyjąć. Tak Stwórca pokazuje mi swoją nieskończoną miłość bo ograniczył się dla mnie.

To, czego nie mogę dla siebie wykorzystać nazywam odpadem, jest dla mnie złe. To co mi niepotrzebne bardzo łatwo oddaję, a to co uważam za śmieć wyrzucam.

Te śmieci są symbolem tego, co zbyteczne. Ja nie czuję w sobie miłości, że chcę oddać Stwórcy to co najlepsze. W sobie zrobiłem podział i stwierdziłem co jest przydatne a co nie, co mu oddam a co nie.

Wszystko co nie jest mi nie potrzebne i nie wykorzystuje nazwałem odpadem. Nie widząc, że z drugiej strony właśnie to daje mi zasłonę, mimo że ja to odrzuciłem.

Tak Stwórca mi pokazuje, że to może chronić. Uczy mnie i pokazuje swoją nieskończoną miłość do mnie. Nie ma niczego nie potrzebnego, wszystko co mnie otacza czemuś służy i jest doskonałe; to ja swoim ego określiłem podział na to co dobre, co mi się przyda, a co odrzucam.

W Stwórcy zawsze jest jedność w nim nie ma dobra czy zła, nie ma podziału, wszystko jest doskonale. Tylko tutaj na ziemi „tworzę odpady”. W duchowym ich nie ma, bo w duchowym świat materialny jest zbyteczny więc nie ma tam tego co zbieram tu na ziemi. Tam nie ma podziału na to co przydatne a co nie, tam nic nie zbieram. Świat ziemski został stworzony żeby dać mi możliwość naprawy. Tutaj mam odpadów bez końca bo żyję w ego i sam robię ten podział. Tak więc, odpowiednio do mojej naprawy odpadów będzie coraz mniej.

Moim zadaniem jest wyjść z własnego egoizmu tego „domu”, co uznałem za stały i bezpieczny bo nie poznałem innego. Muszę zbudować nowy dom, z tego co mnie otacza, wtedy zrozumiem czym jest prawdziwa rzeczywistość. Do budowy właśnie używam tych „odpadów” bo tylko tak zrozumiem, że sam tworzę te zepsucie. I to jest prawdziwe znaczenie Święta Sukot.