W poszukiwaniu Stwórcy

“]Stwórca „ukrył” się przed nami i celowo umieścił nas w świecie „ciemności”, jednocześnie stwarzając okoliczności „kontaktu”, które wpływają na nasze życie, natomiast my powinniśmy je wykorzystać by porozumieć się z Nim.

photo-1444703686981-a3abbc4d4fe3Nie staramy się ani zrozumieć, ani nawet dostrzec, że wszystko to czego doświadczamy,  jest drogą prowadzącą do Niego.

 Nic co nas spotyka nie dzieje się bez przyczyny od samych naszych narodzin. Ignorujemy Jego obecność  nie pozwalając nawet na myśl o tym, czego konsekwencją jest odczucie nieokreślonej pustki, rozczarowania lub braku; więc wypełniamy to nieistotnymi, materialnymi rzeczami myśląc, że na tym to polega, ale im więcej “wrzucam” w siebie, tym większe mamy pragnienie tworząc jedno błędne koło.  Brak przyjemności materialnej powoduje cierpienie, a nienasycony głód brania nie zostanie zaspokojony do momentu, aż uświadomię sobie, że droga nie prowadzi tędy.

   Nie prośby, wołania, łzy, krzyki i cierpienie – na to Stwórca nie odpowiada, jeśli przy tym nie uczynię żadnego wysiłku, czyli zmiany w swoim życiu. W prośbie ma być też działanie. To ja przyjmuję chęć swojej przemiany. To nie świat jest okrutny, a Stwórca z założonymi rękami przygląda mu się nic nie robiąc, lecz ja. On czeka bym mógł sobie to uświadomić, jeśli zmienię postrzeganie. Zdobędę się na spojrzenie na wszystko z innej perspektywy wtedy okaże się, że nie ma w nim cierpienia, bo cierpienie i zło tworzę ja, żyjąc z dala od Niego, bo od Niego zależy wszystko.

 Obwinianie Stwórcy za moje ciężkie, ziemskie życie jest niedorzeczne, tak jak ja postrzegam świat, tak widzę Stwórcę! Widzę Świat dobrym lub złym, więc Stwórcę widzę tak samo, ale to jest tylko i wyłącznie moje subiektywne postrzeganie. Stwórca daje tylko i wyłącznie dobro. Jestem w stanie to zrozumieć tylko kiedy przybliżam się do Niego. Co muszę poświęcić, co zapłacić, to jest to, czego właśnie nie chcę, czyli  arogancję, zarozumiałość, pychę, dumę i bezwartościowość moich wszystkich ziemskich pragnień. Zacząć w końcu przestać słuchać potrzeb ciała. Zmieniając całkowicie swoją naturę dopiero wtedy zaczynamy zyskiwać.

 Otrzymuję siłę, uświadamiam sobie, że byłem duchowo martwy, więc odczuwam potrzebę wiary. Płynie ona od Stwórcy i staje się przyjemnością. To nie Stwórca zmienia moją naturę, nie czyni cudów, to ja zmieniam się dla Niego. Jedyne co mi daje, to siłę, o którą proszę by móc działać i tym zacząć się zmieniać.  Od samego początku Jego celem było obdarowanie mnie wiecznym istnieniem razem z Nim, lecz ten stan ja sam muszę osiągnąć za pomocą własnych możliwości.

Stworzył świat – mnie w odwrotności i to ja muszę wyzwolić się z pragnienia zadowolenia siebie dla pragnienia zadowolenia Jego.